Ania i Leszek o narodzinach dziecka w szpitalu

Na zdjęciu od lewej: Lech Uliasz, Marta Abramowicz z Mateuszem i Ania Strzałkowska (foto: Kama Bork)
Na zdjęciu od lewej: Lech Uliasz, Marta Abramowicz z Mateuszem i Ania Strzałkowska (foto: Kama Bork)

„Przedwczesny poród, 33. tydzień, życie Ani i dziecka zagrożone, panika, nerwy, czekamy z Leszkiem. Nagle patrzymy: wywożą wcześniaczka, ruszamy za inkubatorem jak wszyscy ojcowie, tak jest tam przyjęte. Podbiegamy do lekarza: ” co z nim? jak się czuje? kiedy możemy go zobaczyć?”. A on na to dwa słowa: „tylko ojciec”. Ja: „Ale ja jestem partnerką, brałyśmy ślub w Wielkiej Brytanii”. On: „Ale te śluby chyba nie są ważne w Polsce” – i wszedł do windy” – opowiada Marta Abramowicz o narodzinach swojego syna, Mateusza.

Ania Strzałkowska: „Leżałam półprzytomna po porodzie. Podeszła do mnie pani z jakąś kartką i pyta, kogo upoważniam do widzenia się z dzieckiem. Wymieniłam Martę i Leszka (tatę Mateusza – przyp. red.). „Tylko pani plus jedna osoba” – zaznaczyła. Tłumaczyłam, że to ważne, Marta jest drugą mamą”. Ale ona swoje. W końcu powiedziałam: „może niech Marta wejdzie zamiast mnie”. „Proszę bardzo. W takim razie pani nie zobaczy dziecka”. I wiesz co? Naprawdę mi nie pozwolili. Tuz po porodzie. Podczas gdy to jest taka wielka potrzeba…(…) Nie mogłam uwierzyć, bo przecież widziałam, jak wpuszczali babcie, dziadków.”Marta, Ania i Leszek przyznają, że „szpital to była trauma”. Marta: „Nasz przykład pokazuje, jak ważna jest edukacja, szkolenie personelu. Lekarz, z którym rozmawiałam, był na pewno zaskoczony, kompletnie nie potrafił odnieść się do sytuacji. (…) Potem położne odnosiły się do nas jak do pary i nie było problemu”

Cały wywiad Marty Konarzewskiej z rodzicami czteromiesięcznego Mateusza – Martą Abramowicz, Anią Strzałkowską i Leszkiem Uliaszem – do przeczytania w najnowszej „Replice” dostępnej już we klubach i w prenumeracie.
http://replika-online.pl/prenumerata/

Źródło: Replika