Historia transseksualnego Marcina, który za brak biletu trafił na osobistą rewizję.

Załamany człowiek. (fot. ThinkStock)W Krakowie miał miejsce bardzo nieprzyjazny dla chłopaka incydent. Marcin od ponad pół roku przyjmuję hormony. Jest osobą transseksualną (mężczyzną uwięzionym w ciele kobiety). Niestety mimo widocznych zmian biologicznych takich jak zarost, niski głos, zgodnie z dowodem osobistym nadal ma na imię Joanna.

Wszystko zaczęło się od tego że nie zdążył skasować biletu w autobusie. Podobno próbował znaleźć w portfelu ostatnie zaskórniaki, by kupić bilet, lecz kontrolerzy byli szybcy. Chcieli go wylegitymować. Marcin ze względu, iż wiedział, że może być problem, gdyż w dowodzie nadal piszę, że jest Joanną poprosił, aby wylegitymowali go po wyjściu z autobusu – na przystanku.

„Zarzucili mi, że posługuję się fałszywym, nie swoim dokumentem, i że go ukradłem. Powiedzieli, że mam im dać prawdziwy dowód lub jakiś inny dokument. Próbowałem wyjaśnić sytuację, wytłumaczyć, że to są moje dokumenty. Miałem od seksuologa receptę z tego dnia, podałem im zresztą nazwisko mojego lekarza. Pokazałem prawo jazdy, podyktowałem z pamięci wszystkie dane, łącznie z PESEL-em. Dwaj goście byli nawet spoko, ale ten jeden zaczął krzyczeć: „Co to kurwa ma być!? Pierwszy raz widzę coś takiego!”. Stałem i paliłem papierosa za papierosem, nerwy mi puszczały. Gość stwierdził, że tego nie można tak zostawić, że to trzeba wyjaśnić i zadzwonić po policję. Prosiłem: wypiszcie mi już ten mandat, w końcu spieszyłem się do pracy. Przyjechał radiowóz. Policjanci wzięli mój dowód osobisty, telefon komórkowy, przeszukali mnie i wszystko zaczęło się od nowa. Pytania: „Skąd masz ten dowód? Jak się naprawdę nazywasz? Czy wiesz, ile grozi za posługiwanie się fałszywymi danymi?”. Policji też podałem wszystkie dane, chyba łącznie z rozmiarem buta mojej matki. Prosiłem o załatwienie sprawy na miejscu, niestety pojechaliśmy na komisariat” – opisuje Marcin.

Na komisariacie Pan Marcin spędził 2 godziny. W tym czasie policjanci dzwonili na losowe numery z jego książki telefonicznej i zadawali mu prywatne pytania. Stosowali niewybredne docinki.

„Byłem wystraszony, bo dzwonili do tych ludzi i pytali. Mam różnych znajomych, nie wszyscy wiedzą, że jestem w trakcie przemiany.” – mówi.

Policjanci, mimo, że mieli telefon do lekarza i kontakty podane przez Marcina w celu potwierdzenia tożsamości kazali mu się rozebrać. „Jedyne, co było uprzejme z ich strony to to, że zapytali mnie, czy w takim razie wolałbym, żeby mnie oglądał facet czy kobieta. W sumie to byłem już tak zmęczony i czułem się zeszmacony, że powiedziałem: „Jest mi to obojętne, wiecie co… ja chcę tylko wyjść”.” – mówi.

Takich sytuacji w Polsce może być więcej. Nie o wszystkich piszą gazety i portale informacyjne. Warto tutaj wspomnieć, że Fundacja Trans-Fuzja wydaje specjalne trans-karty dla osób transpłciowych. Jest to dwu zdjęciowy dokument, który po jednej stronie ma umieszczone aktualne zdjęcie osoby transpłciowej oraz jej preferowane imię, a po drugiej – zdjęcia z dokumentu tożsamości wraz z numerem tego dokumentu. Jest tam umieszczona informacja, że osoba okazująca tę kartę czasowo występuje pod postacią utrudniającą identyfikację płci poświadczonej dokumentem tożsamości, oraz apel do służb i organów publicznych o poszanowanie wizerunku osoby okazującej tę kartę – tłumaczy Podobińska.