Jak żyć w związku homoseksualnym – wywiad z psychoterapeutką Agatą Engel-Bernatowicz

Fota A. EngelAgata Engel-Bernatowicz – właścicielka Gabinetu Psychoterapii PARI, psycholożka, psychoterapeutka, dydaktyk, wykładała na warszawskim SWPS. Współautorka książek i publikacji prasowych:
„Wywiad Psychologiczny” podręcznik pod redakcją dr hab. Katarzyny Stemplewskiej-Żakowicz, PTP, Warszawa 2005; „Coming out. Ujawnienie orientacji psychoseksualnej – zaproszenie do dialogu” Wydawnictwo anka zet studio, Warszawa 2005; „Kiedy kobieta kocha kobietę. Album relacji” Wyd. anka zet studio, Warszawa 2008; „Fakty przeciwko mitom o lesbijkach i gejach” – broszura edukacyjna;

Psychoterapeutka specjalizująca się w pracy z osobami homoseksualnymi, biseksualnymi i transseksualistami, odpowiada na pytania dotyczące życia w związkach homoseksualnych.

Jak zmieniała się wizja związków homoseksualnych?

Agata Engel-Bernatowicz: – Związki homoseksualne zawsze były takie same, czyli bardzo różnorodne. Zmieniła się widoczność społeczna. W PRL obowiązywała cenzura i nacisk, by to, co odmienne, nie przenikało do opinii publicznej. Znany był tylko margines patologii, pojawiającej się w związku z kryminalnymi sprawami. Albo dwuznaczne, nieprzyjemne historie związane z homoseksualistami. Jakieś pokątne zaczepianie po parkach. To zasilało stereotyp.

Homoseksualiści dość często korzystają z Internetu, by zawierać nowe znajomości, dlaczego?

Agata Engel-Bernatowicz: – Mają dostęp do rzetelnej informacji i dostęp do kontaktów z ludźmi, możliwość umawiania się na randki. Osoba homoseksualna poznaje swoją orientację, w pewnym momencie życia zaczyna szukać partnera i wówczas pierwszym źródłem jest zazwyczaj Internet. Choć w dużych miastach są inne możliwości, choćby grupy spotkaniowe.

Te ogłoszenia są bardzo romantyczne. Zwykle nie chodzi o poszukiwanie seksu na jedną noc, ale drugiej połówki, kogoś na całe życie.

Agata Engel-Bernatowicz: – Szczęśliwie upada już stereotyp, że związki homoseksualne oparte są tylko na seksie. One absolutnie niczym nie różnią się pod tym względem od związków hetero. Ludzie szukają partnerów na miłość, na całe życie, a nie na seks.

To chyba jednak trudniejsze związki. Rozpadają się szybciej?

Agata Engel-Bernatowicz: – Mówi się, że związki homoseksualne są nietrwałe i zastanawia, dlaczego. Pytanie, czy naprawdę są nietrwałe? Te związki są przede wszystkim niewidzialne. Mój przyjaciel mawia, że gdyby pewnego dnia wszystkie osoby homoseksualne się zazieleniły, to by się zrobiło wokół zielono. Nie mamy pojęcia, ile spotykamy osób i par homoseksualnych. Uchodząc za samotnych lub heteroseksualnych prowadzą często uporządkowane, wieloletnie, normalne życie z jednym partnerem w przykładnym stadle. Jak w filmie „Cztery wesela i pogrzeb”, w którym umiera stary gej, a jego partner wygłasza mowę pogrzebową. Przyjaciele powiedzą potem: mieliśmy koło siebie przykład wzorcowego, nudnego wręcz małżeństwa, ale nie byliśmy tego świadomi. Znam mnóstwo osób homoseksualnych, które żyją w wieloletnich, stabilnych związkach.

Nie jest im trudniej niż heterykom?

Agata Engel-Bernatowicz: – To są związki trudniejsze społecznie. Zwłaszcza w Polsce, bo jesteśmy 30 lat za Europą, jeśli chodzi o edukację i tolerancję. Pierwsza grupa problemów jest związana z brakiem samoakceptacji. Gdy człowiek dojrzewa w ukryciu, w poczuciu bycia kimś gorszym, napiętnowanym, boi się odtrącenia przez rodziców, w procesie socjalizacji nabywa tzw. negatywnej tożsamości, przekonania, że skoro jest homoseksualistą, to jest zły, chory, jakiś niewłaściwy. Swoim istnieniem krzywdzi bliskie osoby. W tej sytuacji trudno zbudować silny, stabilny związek, zwłaszcza w ukryciu. Także brak legalizacji może działać na niekorzyść, bo żeby się rozstać, nie trzeba pokonywać żadnych trudności, wystarczy spakować walizkę. Choć są tacy, którzy twierdzą, że ma to siłę spajającą, bo cały czas trzeba o siebie zabiegać.

Czy rodziny lepiej się do tych par odnoszą teraz niż kiedyś?

Agata Engel-Bernatowicz: –Zdecydowanie. Przychodzą do mnie rodzice pytać, jak rozmawiać, jak przełamać niechęć, skrępowanie wobec partnera dziecka. Chcą wiedzieć, jak się zachowywać, by nie obrazić stereotypami. Idealny układ. Powoli się cywilizujemy.

Na Zachodzie tworzą się homorodziny, kręgi przyjacielskie, które dbają, by rozpad związku nie był tylko problemem dwóch osób, ale grupy. U nas też?

Agata Engel-Bernatowicz: – Coraz bardziej. Badań nie mam, ale z praktyki odnoszę wrażenie, że lepiej o to dbają mężczyźni. Geje mają większą łatwość wychodzenia na zewnątrz, szukania przyjaciół. Lesbijki są bardziej zamknięte. Zakochują się, zamykają drzwi, barykadują się, nie ma świata. Dwie panie hodują koty i miłość, jakby były sklejone w jedną całość. Zakochane kobiety znikają ze sceny towarzyskiej, bo po prostu idą do domu. W efekcie lesbijki mają o wiele mniej społecznych dowodów na to, że ich związki funkcjonują. Ale ponieważ jako kobiety jesteśmy społecznie uczone, jak tworzyć ognisko domowe, jak budować i podtrzymywać więzi, to te związki są często bardzo trwałe. Czasem dochodzi wręcz do zjawiska fuzji, czyli zlania się dwóch kobiet w jedno, aż do utraty tożsamości. Zasklepienie w związku jest zabójcze i czasem wiąże się z problemami seksualnymi. To, że fala pierwszej namiętności opada, dotyczy wszystkich związków. Ludzie opatrują się sobie. Ale u lesbijek ten problem jest bardziej nasilony. One, w niektórych przypadkach, po kilku latach przechodzą płynnie w związek siostrzany. Seksualność gdzieś się rozmywa, one są coraz mocniej związane. Ale to kastruje pewien wymiar życia. I zwiększa niebezpieczeństwo, że uśpioną seksualność obudzi ktoś trzeci. Przez mężczyzn z kolei takie wygaśnięcie seksualności bywa mylnie odczytane jako sygnał, że miłość się skończyła. I zamiast inwestować w rozwój związku, zaczynają się rozglądać na boki.

Czy związki lesbijskie i gejowskie bardzo się różnią?

Agata Engel-Bernatowicz: – Związki są zarazem bardzo indywidualne i bardzo do siebie podobne. Wszystkie: gejowskie, lesbijskie, heteroseksualne.

Nie jest łatwiej dogadać się kobiecie z kobietą i mężczyźnie z mężczyzną?

Agata Engel-Bernatowicz: – Niekoniecznie. Mężczyźni na pewno nastawieni są trochę bardziej na efekt, na przykład wypiszą problemy na kartkach, jeśli ma to być skuteczne. A kobiety będą wracały do zaszłości, wypominały. To wynika z wychowania: mężczyźni walczą wprost, a kobiety nie, wytworzyły więc metody walki podjazdowej. To w związkach trochę widać. U kobiet jest więcej niuansów, drążą, jątrzą. Mężczyźni są bardziej prostolinijni. Ale tak naprawdę każda para jest całkiem inna, tyle że stereotypy dotyczące płci zostają czasem uwewnętrznione. Kobieta nie powinna wychodzić z inicjatywą, powinna być bierna, potulna, uległa, więc gdy w związku dzieje się coś niedobrego, trzeba siedzieć cicho, aż przejdzie. U mężczyzn to stereotyp, że faceci ze sobą nie gadają, tylko sypiają, nie okazują delikatności czy subtelności, bo mężczyzna powinien być konkretny, twardy i rzeczowy. Gdy się kłócą, nie mają odruchu, żeby przegadać problem, bo facet się nie rozdrabnia. Niezałatwione konflikty narastają. Partnerzy muszą ujawnić przed sobą, jakie stereotypy mają na temat męskości, kobiecości. Bo mają na pewno. I trzeba je odczarować.

Z badań socjologicznych wynika, że związki homoseksualne są wzorcowo partnerskie, podział ról jest bardzo płynny i spontaniczny, czego pary hetero dopiero się uczą.

Agata Engel-Bernatowicz: – Nie ma ucieczki, która jest w związku hetero: bo ja jestem z Wenus, a ty jesteś z Marsa, więc się nie zrozumiemy. Tu są dwie osoby ulepione z tej samej gliny. Muszą w sposób partnerski podzielić obowiązki i bardzo płynnie wchodzą w różne role. Muszą też dużo ze sobą rozmawiać, choćby dlatego, by omówić swoją sytuację społeczną. Mnóstwo rzeczy, które u hetero są jasne, trzeba ustalać. Choćby: kim będę dla twoich rodziców, przyjaciół.

Z badań wynika, że związki lesbijskie i związki gejowskie nieco odmiennie rozumieją wierność. Dwie kobiety wymagają od siebie wierności absolutnej. Wiele lesbijek mówi, że nawet nie potrafi wyobrazić sobie zdrady. Związki gejowskie są pod tym względem bardziej zróżnicowane. Częściej spotyka się postawy oddzielające zdradę psychiczną od fizycznej, która się nie liczy.

Agata Engel-Bernatowicz: – Dziewczynki się uczy, że seks łączy się wyłącznie z miłością, a chłopców się uczy, że mężczyzna przed ślubem musi się wyszumieć. To może być źródło różnic. Mężczyźni nie przykładają tak wielkiej wagi emocjonalnej do zachowań seksualnych. Kobiety ogromną, więc do zdrady również. Przez akt zdrady cała miłość zostaje zakwestionowana. Ale bym nie generalizowała w stylu – romantyczne kobiety, szumiący mężczyźni. Niezależnie od płci są związki, które ustalają pewne zasady, np. monogamii w związku partnerskim. A gdy się zdarzy zdrada, para siada i rozmawia. Jeszcze inni kwestionują monogamię w ogóle jako wytwór heteroseksualnej normy. Tworzą własne normy i zasady. Znam lesbijki, które mówią: jeśli partnerka potrzebuje wielu doświadczeń, kocha mnie, ale chce uprawiać seks też z innymi, dogadamy się. Pytanie, czy to nie są tylko deklaracje i czy wszyscy w tym układzie mają poczucie bezpieczeństwa.

Z jakim problemem najczęściej przychodzą pary?

Agata Engel-Bernatowicz: – Co zrobić, żeby miłość trwała, czyli z lękiem przed rozpadem związku, gdy pierwsza fala zakochania opada. To często wynika z nieprzepracowanych problemów osobowościowych. Kiedy ja jest w remoncie, trudno budować my. To jest także lęk przed kruchością związku, który nie jest zalegalizowany. Trzeba uczyć się budować bariery utrudniające zerwanie. Wspólne cele, planowanie przyszłości, podróży, wspólne pasje, projekty. Tak, żeby w wizji przyszłości czekało coś ważnego, co robimy razem. Związki hetero mają to do pewnego stopnia zagwarantowane; rodzą się dzieci, trzeba je wychować, wyedukować, mamy pełne ręce roboty; aż do momentu syndromu opuszczonego gniazda, kiedy dopiero może się okazać, że małżeństwa od dawna nie ma. W związkach homo gniazdo najczęściej od początku jest puste.

Niekiedy dwóch 40-letnich mężczyzn staje przed dramatem, bo jeden z nich ma niezrealizowaną potrzebę rodzicielską. Zaczyna wpadać w depresję i poczucie, że życie jest jałowe i puste. Z kobietami podobnie: jedna wychodzi z założenia, że jej orientacja seksualna oznacza, iż dzieci mieć nie będzie, a druga mówi: jestem lesbijką, ale chcę być matką. Ja zalecam, by nie robić z tego tabu w związku. Wystarczy, że to tabu społeczne.

Czy problemem bywa coming out, ujawnienie swej orientacji, gdy jedna strona go chce, a druga nie?

Agata Engel-Bernatowicz: – Życie w ukryciu stresuje, trzeba się stale pilnować. Mózg takich osób nie odpoczywa, bo cały czas patrzą na siebie z boku, czy się czymś nie zdradziły. Osoba wolna od tego obciążenia dostrzega jego absurdalność, może naciskać na ujawnienie. A druga, jeszcze na to niegotowa, tym bardziej się stresuje. Zwłaszcza że partner, który się nie pilnuje, zaczyna zachowywać się w sposób dla niej krępujący. Wzięcie za rękę w miejscu publicznym, które dla jednego partnera jest normą, dla drugiego może być koszmarem.

Dawniej homoseksualizm postrzegany był jako coś lekko dekadenckiego, związanego ze środowiskami artystycznymi, cyganerią. Dziś jest strasznie mieszczański, bardzo zwyczajny, choćby w dążeniu do legalizacji związków.

Agata Engel-Bernatowicz: – Dekadencja to jeden wymiar, a zwykłe życie miłosne – drugi. Jest grupa, która poszerza granice, szuka nowych doświadczeń; nazwijmy ją dekadencką. Druga grupa to ludzie żyjący w związkach hetero czy homo, które funkcjonują jako stadło i potrzebują pewnych udogodnień. Walka o legalizację związków ma bardzo silne podłoże praktyczne. To naprawdę tak jest, że ludzie chorują, tracą przytomność, mają operację, a wieloletnia partnerka czy partner nie może się niczego dowiedzieć ani załatwić. To są sytuacje dramatyczne. Albo gdy w takim związku jedna osoba umiera, a druga zostaje bez dorobku życia.

Czyli to kwestia życiowa, a nie potrzeba rytuału?

Agata Engel-Bernatowicz: – To ma dwa bardzo silne nurty. Jeden to niewygody życia, a drugi – psychologiczny, bo małżeństwo ma spajającą psychologicznie moc. Formalny papier rzeczywiście utrudnia wycofanie się ze związku. I ułatwia dogadanie się, bo motywacja jest większa. Dlatego wiele par wymyśla własne, rytualne zaślubiny, np. w kręgu przyjaciół. Nie chodzi o to, by naśladować heteroseksualne pary, ale mieć poczucie, że związek jest spojony.

Źródło: polityka.pl/psychologia/poradnikpsychologiczny/292118,1,jak-zyc-w-zwiazku-homo.read