Mężczyzna, który pobił posła Roberta Biedronia „nie przypomina sobie”.

Robert Biedroń15 czerwca 2013 roku w Warszawie odbyła się Parada Równości. Większość uczestników została później w mieście, by kontynuować zabawę w gay friendly lokalach.

Tak też zrobił Robert Biedroń, poseł Twojego Ruchu (dawniej Ruchu Palikota), który udał się do lokalu przy ul. Jasnej razem ze swoimi znajomymi.

Po północy, do wychodzących mężczyzn podeszła kobieta i mężczyzna. Rozpoczęła się kłótnia, potem szamotanina. Robert Biedroń twierdzi, że został opluty i uderzony, a podtekst całego incydentu był czysto homofobiczny. Podczas zdarzenia ucierpiał również jego kolega.

Policji szybko udało się ustalić i zatrzymać mężczyznę, który był zamieszany w całą akcję. W czwartek przed sądem odbył się jego proces. Pan prokurator oskarżył Pawła G. o naruszenie nietykalności posła oraz jego znajomego. Uznała, że czyn miał charakter chuligański.

Oskarżony Paweł G. nie przyznał się oczywiście do zarzucanego mu czynu. Przed sądem opowiedział swoją wersję wydarzeń. Ul. Jasną szli do hotelu Marriott. Po drodze wdał się w dyskusję światopoglądową. Powiedział wtedy „Nigdy nie dostaniecie prawa do adopcji”. Rozpoczęła się pyskówka. Wtedy rzekomo z lokalu wybiegł Robert Biedroń z tabletem i zaczął wszystko filmować. „Wówczas oddaliłem się z tego miejsca” – opowiadał sądowi G.

Według oskarżonego Robert Biedroń ruszył w pościg za Pawłem G., więc on sam wsiadł do taksówki i szybko odjechał. Osoby, które ich goniły, miały jeszcze kilkukrotnie kopnąć albo uderzyć w szyby taksówki. Na Kruczej zatrzymał ich nieoznakowany radiowóz policji.

Czy uderzył pan kogoś albo opluł? – pyta sędzia Justyna Koska-Janusz.

„Nie przypominam sobie. Być może kogoś odepchnąłem. Obawiałem się o Ewę, bo to jednak byli mężczyźni” – tłumaczył. Zaznaczył też, że gdyby kogoś uderzył, to ten ktoś miałby obrażenia, wszak niegdyś trenował boks.

Wersję Roberta Biedronia i jego znajomego poznamy na najbliższej rozprawie. Będziemy o wszystkim informować.