Recenzja książki Anny Grodzkiej pt. „Mam na imię Ania”. Książka wzrusza i wciąga.

Anna Grodzka, autorka książki "Mam na imię Ania" 1Dzisiaj chciałbym zachęcić do przeczytania bardzo interesującej i ciekawej opowieści, jaką jest bez wątpienia książka pani Anny Grodzkiej pt. „Mam na imię Ania”. Jest to lektura o tym, jak mimo wielu trudności losu możemy spełnić swoje największe marzenia. Anna Grodzka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pierwsza Polka w Sejmie RP postanowiła podzielić się z Czytelnikami swoją własną, choć nie łatwą przeszłością. Jest to lektura o osobach transseksualnych, którzy muszą żyć we własnym ciele, mimo, że czują się “M/K, K/M” (mężczyzna czuje się jako kobieta, a kobieta jako mężczyzna).

W książce posłanka Anna Grodzka, która niegdyś była Krzysztofem jest osobą transseksualną. Opisuję swoje życie od najmłodszych lat. O tym jak żyła, jakim człowiekiem była, jak zmagała się ze swoim nie łatwym dzieciństwem. Piszę otwarcie i szczerze o swoich rozterkach, wątpliwościach i emocjach jakie wtedy jej towarzyszyły. Książka w bardzo prosty i zrozumiały dla mnie sposób ukazała problematykę osób transseksualnych. Książka nadto otworzyła mi oczy, iż trzeba być bardziej empatyczną i otwartą osobą dla innych.

Anna Grodzka, autorka książki "Mam na imię Ania" 2Od najmłodszych lat wolała zadawać się z dziewczynkami. Uważała, że chłopcy są po prostu nudni. Nie pasowała jednak do żadnej z tych grup. Ani do dziewczynek, ani do chłopców. Kiedy uczęszczała do podstawówki, musiała zmierzyć się z wieloma trudnymi sytuacjami. Chłopcy dokuczali jej w najróżniejsze sposoby. Wyzywali od “ciot”, aż w końcu znęcali się fizycznie. W szkole nie miała przyjaciół, a jej największym skarbem i najwierniejszą przyjaciółką była zwyczajna, szmaciana lalka, którą nazwała Anią. Mogła się jej zwierzać z czegokolwiek tylko chciała. Mówiła jej o swoich najskrytszych sekretach, problemach. Ona nigdy jej nie zawiodła. W książce przeczytamy również o tym, jak jej rodzice starali się jej pomóc wybierając liceum na drugim końcu Warszawy, tak, by nie miała styczności z tymi dziećmi, którzy jej dokuczali w podstawówce.

Jeszcze niedawno, bo w latach 70, za bycie osobą transseksualną można było trafić do szpitala psychiatrycznego. Osoby w takich miejsach byli traktowani okrutnie. Rażono ich silnymi prądami w celu tzw. “wyleczenia”. Często z takich miejsc ludzie już nigdy nie wracali, albo popełniali samobójstwo.

Sporą część książki Ania przeznaczyła na opis życia w rodzinie adopcyjnej, którą uważała za swoją własną, bowiem nie wiedziała, że to nie są jej biologiczni rodzice. O tym fakcie, dowiedziała się stosunkowo późno bo dopiero przy wyrabianiu dowodu z nową tożsamością.

W tym momecie Ania Grodzka jest spełnioną osobą. Jest polską działaczką społeczną, przedsiębiorcą i politykiem. Jest również współzałożycielką fundacji Trans-Fuzja oraz posłanką. Według mnie postać Ani Grodzkiej jest wzorem do naśladowania. Pokazuję, że mimo wielu przeciwności losu, możemy odnaleźć swoje ukryte “ja” i wydobyć je na zewnątrz. Książka wzrusza, wciąga, a przedewszystkim trudno się z nią rozstać. Bardzo Was zachęcam do przeczytania tej opowieści, gdy naprawdę warto.

Anna Grodzka udzielająca wywiadu

Post Author: ruchlgbt

1 thought on “Recenzja książki Anny Grodzkiej pt. „Mam na imię Ania”. Książka wzrusza i wciąga.

    Weronika Powalisz

    (11 maja 2015 - 12:47)

    Witam polecam ta ksiazke. jest ona naprawde poruszajaca

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *