„Tolerancja” w małych miastach. Prawda.

Małe miasteczkoOd kilku lat bycie gejem przestało być tematem tabu w prężnie rozwijających się metropoliach. Społeczności wielkich miast zdążyły przekonać się już do faktu, że gej czy lesbijka to ludzie tacy sami jak oni, o różnych poglądach politycznych, wyznający podobne wartości i niczym nie różniący się od reszty. Problem pojawia się jednak tuż poza granicami metropolii. Jak wygląda życie mniejszości seksualnych w małych miastach?

Osoby o innej niż heteroseksualna orientacji mieszkające w małych miastach nie różnią się niczym od osób heteroseksualnych. Jest to kwestia dla nas samych zrozumiała. Umiemy kochać tak samo, ubieramy się podobnie a nasz tryb życia nie różni się niczym od egzystencji „heteryków”. W czym jest w takim razie problem? Otóż w jednym. W mentalności społecznej małych miast. Z wielu dziedzin nauk humanistycznych wywnioskować możemy, że małe miasto to jedna wielka rodzina, której poglądy na świat wyniesione są przede wszystkim z kazań wyryczanych w kościołach przez duchownych. Wiemy z autopsji, że wielu księży czy też duchownych na zewnątrz zachowuje pozory swojej świętości, jednak wystarczy przeanalizować ich życie aby przekonać się jak bardzo pozory te są mylące.

W trakcie studiów znałem jednego księdza, który nie miał nic wspólnego z katolicką duchowością, a sutannę traktował jako zarabianie na życie i to niekiedy ciężkich pieniędzy. Swoją orientację ukrywał pod nią bardzo dobrze. Bez czerni pokazywał się na świeckich przyjęciach, palił trawkę, pił, uczestniczył czynnie w życiu seksualnym i wyznawał szereg zasad nie związanych z naukami kościoła. Gdy zobaczyłem go odprawiającego mszę, na której potępiał homoseksualizm, więcej do kościoła nie poszedłem. To tylko przykład jeden z wielu, jednak zastanawiające jest, dlaczego tak się dzieje. W małym mieście, powiedzmy że powiatowym, rzesze wiernych przepełniają kościoły od rana do południa. Duchowość każdego młodego, czy tez dorosłego geja to sprawa najwyższej wagi. Mając nie spaczony zgniłym światem umysł, kieruje oczy swojego sumienia w stronę nauk kościoła. Wierzy takiemu księdzu, że orientacja homoseksualna jest grzechem ponad grzechy a miłość cielesna faceta z facetem to niedopuszczalne zachowania skutkujące znalezieniem się w piekle po śmierci.

Na dłuższą metę można dla przysłowiowej „ściemy” poderwać sobie dziewczynę, pokazywać się z nią dla picu, a gdy najdzie chęć na „bzykanko” umówić się z kimś na czacie i pobzykać niezobowiązująco. Znam kilka przykładów z własnych obserwacji wielu moich znajomych, których zachowań tego typu nie pojmuję. Jak dla mnie, zachowanie takie, to oszukiwanie samego siebie i nie prowadzi to do niczego dobrego. Wielu się o tym przekonało. Wielu z takich chłopaków założyło rodziny, a po kilkunastu latach okazało się, że albo powariowali, albo pozostawili swoje rodziny, by żyć w sposób zgodny z ich naturą.

Jest pewna część osób homoseksualnych, które racjonalnie podchodzą do życia, ale znikomy procent postanawia prowadzić życie w małych miastach. Potrzebują do tego silnej psychiki i żelaznych nerwów. Rodzina, w wielu wypadkach konserwatywna, nigdy nie zaakceptowałaby ich, więc muszą stwarzać pozory. Ci, którzy radzą sobie z rodziną, narażeni są na nieprzychylne nastawienie osób z najbliższego otoczenia, tak jak przyjaciół, kolegów czy współpracowników. Każdy ma bowiem chwile słabości i chęć porozmawiania z kimś zaufanym o sobie. Ten ślepy zaułek skutkuje przemieszczaniem się informacji pocztą pantoflową z szybkością światła. A potem co? Strach, lęk i oszczerstwa, wytykanie palcem i szereg innych upokorzeń z zewnątrz. Mało kto ma na tyle silną osobowość, by się temu przeciwstawić.

Poznałem kiedyś pewnego chłopaka z bardzo konserwatywnej rodziny, który dusił się sam ze sobą, dopóki nie otworzyło mu się oczu takimi argumentami, że życie jest tylko jedno i że handra, albo ciągła depresja doprowadzą go w końcu do autodestrukcji. Całe życie żył ze świadomością, że żyje w grzechu i zostanie potępiony na wieki. Z wielkim trudem przyszło mi oduczyć go zasad panujących w jego domu. Musiałem uczyć go od nowa prawdziwego spojrzenia na świat. Nikt nie wie o tym, że jest gejem. Jest na tyle zryty przez otaczający go świat, że informacja ta spowodowałaby u niego wykopanie sobie grobu. Nie jestem psychologiem, ale wiem co to znaczy zaakceptować samego siebie i być dymnym z tego kim się jest.

Poziom tolerancji w miasteczkach sięga niewielkiego procentu ludzi. Większość uważa, że bycie gejem wiąże się ze zboczeniem, interesowaniem się każdym heterykiem, którego się spotka, z bytem pozbawionym wartości, miłóści i sumienia. Ciężko przychodzi mi często tłumaczyć i prostować głęboko zakorzenione wartości wyniesione z kościoła – że to nie jest tak jak być powinno. Taki ksiądz jegomość, o którym wspomniałem minął się z powołaniem i wypacza naturalną kolej rzeczy u ludzi, którzy zamiast kochać szczerze, „piepszą się po kątach i żyją w grzechu śmiertelnym”. Dlaczego księża nie uczą tolerancji? Zacznijmy od terminu „tolerancja”, który jak domniemam – zna każdy. Czy jest on dobrym określeniem odnoszącym się do współżycia większości z mniejszościami? Nad tym trzeba się zastanowić w nieco innym kontekście.

Bedąc Polakami mamy wiele zalet jak i wiele wad jako społeczeństwo. Wad jest jednak znacznie więcej. Jesteśmy zazdrośni, zawistni, opluwamy się nawzajem i udajemy że wszystko jest w porządku. Z czego to wynika? Z kultury narodowej. Jaki naród – taki człowiek. Na codzień mówi się o tolerancji jak o czymś, co ma być łaską od większości społeczeństwa okazaną mniejszości. Dlaczego mamy prosić się o tolerancję, skoro jesteśmy normalni? Jesteśmy takimi samymi ludźmi jak hetero! Nietolerancyjni są jednak zarówno hetero jak i homoseksualiści. Nie ma u nas w narodzie czegoś takiego jak solidarność poszczególnych grup.

Szczególnie niezauważalna jest „solidarność” gejów. Zamiast trzymać się razem, to jeden ucieka od drugiego bo przede wszystkim boi się ujawnić. Zauważyłem, że gej w stosunku do geja jest bardziej nietolerancyjny niż osoba heteroseksualna. Nie chcę rozwodzić się na ten temat, jednak muszę nadmienić, że sam krytykuję swoich. Może ten problem twyjaśnić w ten sposób: Skoro jesteś facetem, zachowuj się jak facet. Bardzo dużo męskich gejów nie toleruje zniewieściałych chłopaków, którzy przeginają się i mają w sobie więcej kobiety niż sama kobieta. Rzeczywiście jest to trochę żenujące. To po prostu razi. To w stosunku do tego typu zachowań nietoleranyjni są wszyscy. Nie dziwię się, że heterycka część społeczeństwa po prostu z tego szydzi.

Heterycy mają pewien system wartośći, który zamyka się w określonych ramach. Zauważyłem również, że ten system wartości jest systemem o penych przejawach tolerancji. – Nie mam nic do nich, ale nie chcę wiedzieć kto i co, bo nie interesuje mnie co robi pod kołdrą… – mówi jeden z chłopaków w jednym z małych miast w Polsce. W porządku. Nie chcesz wiedzieć, nie musisz, ale ja też mam potrzebę pójśc do parku z chłopakiem za rękę i tak jak ty manifestujesz swoją orientację wylizując szminkę swojej panienki na oczach wszystkich dookoła, tak i ja chciałbym pocałować się z nim w romantycznej scenerii kwitnących drzew lub spadających jesienią liści. Mam nadzieję, że już zauważacie sens tego, co piszę w tym artykule.

Analogiczną sytuację sprawdziłem na własnym przykładzie, całując się na randce ze swoim chłopakiem w Parku Saskim w Warszawie. Nikt nie zwrócił na nas uwagi. Szła banda dresów, ale nie interesowało ich to. W metropoliach nikt nie interesuje się życiem drugiego człowieka bo każdy ma swoje. Fałsz, śmiech i zazdrość widać w prowincjonalnych miasteczkach na każdym kroku. Tutaj przecież zdecydowana większość uczy się życia z seriali, albo przedkłada zakłamane kościelne nauki nad swoje życie prywatne. – Kowalska kupiła sobie samochód! Skąd ta k…a miała na to pieniądze? Ukradła, albo bogatego sobie pewnie znalazła, bo się prowadza z 20 lat młodszym od siebie – usłyszałem wracając przed południem w niedziele do domu po imprezie. Panie wracały z kościoła.

Czym to jest spowodowane? Nudą, brakiem zajęcia, brakiem hobby, brakiem wiedzy, brakiem pieniędzy i czasem, który zatrzymał się w małych miasteczkach niemal pół wieku temu. Nic dziwnego, skoro życie towarzyskie małych miast zaczyna się i kończy w albo w kościele, albo w obrębie sklepu z alkocholem, albo w barach, gdzie chla się do upadłego. Ludzie również siedzą w domach i gapią się godzinami w telewizor. Oglądają seriale, w których życie jest kolorowe. Dam głowę, że przez te głupie seriale ludzie patrzą na życie innych sądząc, że ci – inni żyją jak w tym filmie. Ogólne przesłanie seriali polega na ukazaniu społeczeństwu ludzkich problemów i sugeruje wiele ich rozwiązań. Nie spełniają one jednak tej roli, powodując że oglądający je ludzie żyją nie swoim życiem a życiem innych. Zwracanie oczu ku księżom pokroju tego, którego przykład podałem wyżej, to wyraz świętości wiernych, którzy modlą się i uważają się za „świętych”. „Po kościele pewien procent mężczyzn jedzie na dziwki a kobieta romansuje z innym będąc mężatką”! O czym my więc mówimy w przypadku pojęcia moralności? Znam wielu księży z powołania i wiem, że oni nie namawiają do nienawiści i nie zasłaniają się świętością. Ślubowali, więc dochowują wierności. Ale takich ze świecą szukać.

Wspomniałem o tym, bo nie wszyscy księża są źli. Wspomnieliśmy już o zacofaniu i zakłamaniu. O czym jeszcze warto wspomnieć? Przejdźmy do braku wyobraźni. Heteryk obserwując zachowania geja nie może z niego wziąć przykładu? Tu trzeba powiedzieć wprost! „Zazdroszczę mu, więc obsmaruję mu dupę najlepiej jak się da!” Tak się to kręci moi drodzy! Sąsiad gej kupił sobie nowe bi-em-dabliu z kontrolą trakcji, silnikiem 2.0 l i różnymi bajerami. „Skąd tego „pedała” stać na to?”- słyszy się przypadkową rozmowę. – „Ja mam dzieci, rodzinę na utrzymaniu i jeżdże dwudziestoletnim gratem!” Jak to wyjaśnić? Hmm… Umie się oszczędzać, ma się w głowie, dobrze się pracuje, to się zarabia i auta kupuje! Umiejętność radzenia sobie w życiu to ważna zasada i jedna z głównych zalet bycia gejem. Może to własnie życie w kłamstwie uczy jak radzić sobie w życiu? Nie mam do końca wyrobionego zdania na ten temat!

Osobiście nienawidzę narzekających heteryków, którzy ubolewają że mają rodzinę i są nieszczęśliwi! Ile dałby gej mogąc „machnąć” dzieciaka swojej domniemanej żonie? Ile dałby za możliwość bycia heterykiem? Ile dałaby niejedna para homoseksualna za możliwość wychowywania dziecka? Bardzo wiele, choć osobiście nie popieram tego ostatniego uważając, że dziecko powinno mieć matkę – kobietę i ojca – mężczyznę!

W dużym mieście pewnych chamskich zachowań się nie obserwuje, jednak w małych miastach można dostać z ich powodu przysłowiowego pierdolca. Ale czemu się można nie dziwić, skoro największą rozrywką w małych miastach są pokazy straży pożarnej, wesołe miasteczka rodem z komuny, cyrk i festyny, gdzie znaczna część powiatu chla do upadłego i chwali się zakupem nowego traktora.

Abstrachując i reasumując – To jak jesteśmy postrzegani w małych miastach zależy od nas samych. Na pewno o wiele trudniej żyć nam na prowincji niż w większych, anonimowych aglomeracjach. Nie traćmy zdrowego rozsądku i jednocześnie walczmy o swój byt. Inni tylko czekają aż okażemy słabość by mogli wbić nam nóż w plecy. Tak to mniej więcej wygląda.

Artykuł napisany przez Damiana Rosenberga (gejowo.pl).