Wywiad z Matt’em Mayevsky, autorem książki Homoseksokracja

Matt MayevskiMatt Mayevsky jest ekspertem prognoz strategicznych (strategic foresight) oraz autorem książek non-fiction i fiction. Szczególnie interesuje go strategiczna zmiana (rekonstrukcja, transformacja) systemowa (micro-macro) oraz prognozowanie konsekwencji w projektowanych scenariuszach przyszłości.

Kiedy odkryłeś, że jesteś pisarzem?

Nie uważam się za pisarza. Jestem autorem książek non fiction i fiction. A przede wszystkim jestem analitykiem prognoz strategicznych (foresight analyst). Współcześnie zbyt łatwo żongluje się etykietami, co świadczy o dewaluacji słowa, a co za tym idzie o dewaluacji pierwotnych wartości zawartych w pewnych określeniach. Pisarz to ktoś więcej niż autor książek, to kreator słowa, albo właściwiej to władca słów. Na miano pisarza trzeba zasłużyć. Właśnie dlatego, że jestem autorem, mam głęboki szacunek dla prawdziwych pisarzy. Jak ktoś kiedyś powiedział, „chcę być we właściwych proporcjach”.

Która część pracy pisarskiej jest dla Ciebie najprzyjemniejsza?

W związku z tym pytaniem, przypomina mi się wypowiedź podróżnika, który na pytanie o to co jest najlepsze w podróżowaniu po dżungli odpowiedział: „dzień, w którym wchodzisz do dżungli  i dzień, kiedy z niej wychodzisz”. Podobnie jest z pisaniem. Piękna jest kreacja, tworzenie fabuły, postaci, rozrysowywanie szczegółowego scenopisu. Do głowy przychodzą ci różne pomysły, fabuła staje się coraz bardziej barwna, rozbudowana, tworząc nowy, kompletny świat. To naprawdę fascynujący etap pracy, kiedy widzisz jak pomysł dojrzewa w twojej głowie. Na początku jest inspiracja, promyk światła, który próbuje przebić się do twojej wyobraźni. Jeśli dostrzeżesz to, wtedy chcesz zobaczyć więcej. Myślisz o tym i pojawiają się nowe wątki, nowe szczegóły, które wciągają cię bardziej i bardziej. Aż do momentu, w którym scenopis jest gotowy i możesz zająć się pisaniem. Chociaż prawdę mówiąc cały proces może być bardzo rozciągnięty w czasie. Zwłaszcza wtedy, kiedy musisz zasilić się dodatkową wiedzą, informacjami niezbędnymi do stworzenia kompletnego scenopisu. Kolejny etap to mozolna harówka. Wprawdzie pisanie może być bardzo pobudzające, może być rozrywką, ale finałowa forma w postaci efektownej treści to najczęściej wynik ciężkiej, twórczej pracy. Oczywiście nie zawsze ten wysiłek jest dostrzeżony i doceniony przez odbiorcę. Czasem bywa tak, że to co dla autora jest niebywałym osiągnięciem twórczym, dla czytelnika jest ledwo dostrzegalne. I odwrotnie. To co autor uważa za średni efekt swojej pracy, może odbić się silnym echem na rynku czytelniczym. Według mnie to jest właśnie najbardziej fascynujące. Interpretacje tekstu książki. Zadziwiające przemyślenia, niuanse, których czasem nawet autor nie zauważa, przez czytelnika podnoszone są do rangi monumentu. No i ostatni etap pracy jest bardzo przyjemny. Wychodzenie z dżungli, czyli jak ja to nazywam „obróbka skrawaniem”. Z ciężkiej formy surowego tekstu autor wydobywa ostateczny kształt swojego dzieła. To wtedy autor decyduje o finalnej treści i formie książki. To wtedy słowa i zdania drżą w obawie przed gilotyną redukcji lub też kompletną zmianą. Podoba mi się ten etap. To jest jest ten moment, w którym można poczuć się jak władca słów.

Jak myślisz, co jest największym wyzwaniem podczas pisania?

Pomysł i kształt. Od pomysłu, od początkowej koncepcji zależy czy jesteś w stanie ogarnąć temat i czy wątek, który masz w głowie wciągnie cię na tyle, że poświęcisz mu swój czas, energię i oddasz część siebie. Zadajesz sobie wtedy pytanie, na ile twój pomysł jest oryginalny, co chcesz tą książką powiedzieć, co chcesz przekazać czytelnikowi. Dla mnie ważna książka, to taka, z którą wchodzę w interakcje. Książka mówi do mnie, a moja wyobraźnia interpretuje ją na swój sposób. Czytany tekst jak wirus wdziera się do mojej jaźni, zajmując mój czas i mentalną przestrzeń. Wyzwaniem jest wybór tematu, problemu który chcesz podjąć. Zadajesz sobie pytanie, czy warto? Czy mój pomysł na książkę ma wystarczający potencjał? Drugiem ważnym wyzwaniem jest forma. Doskonały pomysł można zabić kiepską formą. Piękną postać można oszpecić ohydnym ubiorem, fryzurą, zapachem. To samo dotyczy fabuły. Każda historia wymaga właściwej oprawy skomponowanej z odpowiednio dobranych słów. Zawodowe pisanie jest ciężką pracą z uwagi na wymóg diabelnie dobrej koncentracji od początku do końca całego procesu twórczego.

Opowiedz o swojej ostatniej publikacji.

„Homoseksokrcja” to kompletny, alternatywny świat przyszłości. To świat, który soczewkuje współczesne zjawiska: falowy coming out, postfeminizm, gender, trans-gender, post-macho, post-patriarchat. Jesteśmy świadkami i uczestnikami interregnum. Żyjemy w świecie postmodernizmu, a ja ten świat skaluję i przenoszę w bliżej nieokreśloną przyszłość. I paradoksalnie w tym świecie przyszłości stawiam pytania podobne do dzisiejszych. Quo vadis człowieku? Kim jesteś? Czy jesteś świadom swojej tożsamości indywidualnej i grupowej? W „Homoseksokracji” zmierzam się ze społecznymi pęknięciami, z konfliktem który jest wbudowany w społeczne DNA. Pretekstem jest cywilizacja, w której dominującą orientacją seksualną jest homoseksualizm. Przedstawiam rzeczywistość, która na swój sposób jest dojrzała, bogata i przyjazna, a przede wszystkim tolerancyjna. Dopiero wchodząc w ten świat głębiej, odkrywam załamania światła, obnażające kolejne niedoskonałości od cienia do mroku. Opisuję „Homoseksokrację” oczami bohaterów żyjących po dwóch stronach barykady społecznej, psychologicznej, genderowej. Moje postaci żyją według obowiązującego ich dogmatu społecznego. Ten dogmat popycha ich do działań, w których będą musieli podejmować coraz trudniejsze decyzje i wybory. I jak w antycznej tragedii nie ma tu zwycięzców. Fala wywołanych konfliktem zmian przetacza się z równą bezwzględnością po wszystkich, niezależnie od orientacji seksualnej, płci i miejsca w społecznej hierarchii. A każdy wybór kluczowych bohaterów okazuje się wyborem tragicznym. „Homoseksokrację” definiuję jako dystopię, ale dopełniającym określeniem jest zdecydowanie thriller polityczny. Czytelnik znajdzie tu nie tylko barwnie opisany, skonfliktowany świat, ale także różnorodne, interesujące postaci, nowe zwyczaje, mody, zaskakujące wzorce zachowań. Jestem zafascynowany takimi tuzami utopii i antyutopii jak Aldous Huxley, George Orwell, czy bracia Strugaccy i moją ambicją było otarcie się swoją książką o tę wysoką półkę klasyków literatury SF. Na ile mi się to udało, niech czytelnicy sami ocenią.

Jak wpadłeś na tytuł książki?

Chciałem, żeby tytuł był esencjonalny, zapadający w pamięć, a jednocześnie prowokujący. „Nowy, wspaniały świat” stanowił punkt odniesienia do stworzenia nowego tytułu. Tylko jak zamknąć w jednym słowie lub w wyrażeniu świat opisany przeze mnie unikając banału, czy powtórzenia? Natchnienia szukałem w słownictwie gender, w różnego typu „-kracjach” definiujących odmienne formy państwowości. Aż w końcu pojawiła się w mojej głowie „Homoseksokracja”, którą uznałem za najbardziej właściwy tytuł.

Jak myślisz, co miało największy wpływ na Twój styl pisania?

Na pewno to czym zajmowałem się zawodowo i na pewno to co czytałem. Moją życiową pasję lokuję na styku nauki i biznesu. To jakby ścierające się płyty tektoniczne tworzące nowe lądy, nowy kształt ziemi. Biznes rządzi się swoimi regułami, które często ulegają bezlitosnej brzytwie Ockhama. Ten konkret czasem przenika do kreowanej przeze mnie treści. Z drugiej zaś strony jestem pasjonatem nauk społecznych, wymagających otwartego umysłu, zadawania pytań o rzeczy podstawowe i ciągłego przesuwania granic w poszukiwaniu obszarów nierozpoznanych. Są więc pytania i dociekliwość, ale jest też ambicja odkrywania wzorców, nowych paradygmatów. W literaturze, filozofii, czy w ambitnej SF znajdowałem przyjemność w podróży po możliwych, ale niekoniecznie prawdopodobnych scenariuszach przyszłości. Weźmy dla przykładu takich autorów, jak wspomnieni wcześniej George Orwell, Aldous Huxley, a także Jonathan Swift, Karel Čapek, William Golding, Francis Bacon, Herberta George Wells, czy Thomas More. Oni wszyscy zadawali pytania o rzeczy istotne dla ludzi jako gatunku. Osobną sprawą jest w jaki sposób formułowali swoje odpowiedzi: książki przygodowe, eseje, traktaty filozoficzne. Dla mnie fantastyka jest współczesną agorą filozoficzną, na której można zadać pytania o przyczynę i skutek społecznych mechanizmów ujętych w ramy cywilizacji. Tu nie ma ograniczeń biznesowych, naukowych, etycznych. Są tylko pytania, które mogą implodować lub eksplodować nową energią.

Co jest Twoim największym osiągnięciem pisarskim, z czego jesteś najbardziej dumny?

Na chwilę obecną jest to „Homoseksokracja”, chociaż ciągle mam nadzieję, że to największe dzieło życia jest jeszcze przede mną. Niemniej dystopia, którą stworzyłem jest dla mnie kamieniem milowym i niezależnie od tego co jeszcze napiszę jest to książka dla mnie przełomowa i bardzo ważna. „Homoseksokracja” pozwoliła mi przejrzeć się w lustrze moich możliwości i ograniczeń. „Homoseksokracja” to kluczowy azymut na mojej mapie rozwoju. Poza tą dystopią jestem też dumny z serii opowiadań, które właśnie kończę. Zbiór ten nazwałem „Fantastyka jest Kobietą” i myślę, że było to dość interesujące wyzwanie zmierzyć się z kreacją krótkich form. Kolejny krok milowy, dzięki któremu mogłem poznać samego siebie i rozwijać się dalej.

Jak publikujesz swoje książki?

Współpracuję z wydawnictwami, ale też nie unikam modnej ostatnio formuły self-publishingu. Moje książki są wydawane w formie elektronicznej (ebooki) oraz w formie drukowanej. Poza tym publikuję w różnych językach. Przede wszystkim w języku angielskim, ale także w hiszpańskim, niemieckim, rosyjskim i polskim. Generalnie jestem otwarty na nowe wyzwania i chętnie nawiążę współpracę z profesjonalnym agentem literackim lub z międzynarodowym wydawnictwem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *