Za „poważny” homoseksualizm – kara śmierci. Za zwykły – dożywocie. Donosić mają wszyscy, także rodzice na dzieci.

Nielegalny bar gejowski w Kampali. Fot. Agata Grzybowska
Nielegalny bar gejowski w Kampali. Fot. Agata Grzybowska

Siedziałam jak zaklęta. W głowie miałam jedno: to rządowy plan. Zaczęli nas eliminować – mówi dwa lata po morderstwie Fasie, drobniutka 28-latka z długimi dredami. W pokoju jestem tylko ja i jej dziewczyna Jean Namadudu. Fasie szepcze jednak, tak jak­by się bała, że ktoś usłyszy.

– Wszyscy tak skończymy, pomyślałam wte­dy – przyznaje pewniejszym głosem Jean, była kandydatka w konkursie Miss Ugandy.

Ich znajoma Kasha Jacqueline Nabagasera 26 stycznia 2011 r., w Święto Wyzwolenia Ugandy, napisała na Facebooku, że coś niedobrego się szy­kuje. Ostatnio ktoś dwa razy nocą, gdy pracowa­ła w barze, włamał się do jej domu na przedmie­ściach Kampali. Niczego nie ukradł, nie zniszczył. Nawet poduszki na łóżku nie ruszył. Jedyny znak włamania to otwarte na oścież okna i drzwi.

Wieczorem w Święto Wyzwolenia Kasha mia­ła się spotkać z przyjaciółmi Davidem Kato i Pepe Julianem Onziemą. Chcieli pogadać o sprawie są­dowej, którą wytoczyli tabloidowi „Rolling Stone”. Trzy miesiące wcześniej pismo opublikowało li­stę stu ugandyjskich „sodomitów”. Z domowymi adresami, zdjęciami, w tym Kashy i Pepe. A na pierwszej stronie był David. I nagłówki: „Homo­seksualiści chcą zrekrutować milion niewinnych dzieci do końca 2012″, „Powiesić ich”.

W to styczniowe świąteczne popołudnie Ka­sha kilka razy próbowała dodzwonić się do Davida, ale telefon był wyłączony. W końcu z Pepe i innymi znajomymi pojechała do jego domu w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od Kampali Mukono. Znaleźli go na podłodze nie­przytomnego, z roztrzaskaną młotkiem głową. David zmarł w karetce.

Pastor z różową swastyką

Półtora roku wcześniej, jesienią 2009 roku, do Ugandy na wykłady o homoseksualizmie przyje­chała z USA trójka ewangelickich pastorów. Wśród nich Scott Lively, współautor książki „Ró­żowa swastyka”, przekonującej, że za Holocau­stem stoją homoseksualiści. Duchowni na spo­tkaniach opowiadali, że homoseksualizm to dzie­ło diabła, że homoseksualiści rekrutują dzieci do nieczystych praktyk W tym religijnym, w więk­szości chrześcijańskim kraju na wykłady przychodzą tłumy. Pastorów słuchał też David Bahati, mało znany poseł rządzącej w Ugandzie partii –   Narodowego Ruchu Oporu.

Miesiąc potem Bahati złożył w parlamencie projekt ustawy przeciw homoseksualistom. Ak­ty homoseksualne są i tak zakazane przez niezmieniany od czasów kolonialnych ugandyjski kodeks karny, który przewiduje za nie siedem lat więzienia. Ale Bahati uważa, że to za mało.

„Osoba, która popełnia przestępstwo poważ­nego homoseksualizmu, podlega karze śmierci” – to art. 3 ustawy. „Poważny homoseksualizm” to czyny popełniane na nieletnich, niepełnosprawnych, popełniane przez nosicieli wirusa HIV. Za zwykły homoseksualizm jest dożywocie. Każdy, kto wie o aktach seksualnych osób tej samej płci, ma dobę, by donieść o przestępcach na policję. Inaczej grożą trzy lata więzienia. Donosić na swoje dzieci mają także rodzice. Zakazana ma być „promocja homoseksualizmu”, używanie pojęć „orientacja seksualna”, „mniejszości seksual­ne”. Uganda będzie domagać się ekstradycji swo­jego obywatela, który za granicą popełni „przestępstwo homoseksualizmu”.

– To jest tak szalone, że nie ma szans, by we­szło pod obrady parlamentu, tak myślałem. To nie był język Ugandyjczyka. Mówiłem wszyst­kim: „Ktokolwiek przyjechał tutaj z tym świst­kiem papieru, nie przemieni tego w prawo”

– przypomina Frank Mugisha. Był przyjacielem Davida Kato. Teraz jest dyrektorem SMUG – ko­alicji kilku nielegalnych w Ugandzie organizacji
mniejszości seksualnych.

Parlament zaczął jednak prace nad ustawą przeciwko homoseksualistom, szybko okrzyk­niętą przez światową opinię ustawą „Zabić geja”. I pracuje nad nią do dziś, trzy i pół roku później.

Panie, dodaj nam odwagi

Daleko poza centrum Kampali, w niepozornym domu, za to z wysokim na chyba trzy metry mu­rem i solidną metalową bramą, mieści się Cen­trum Pojednania i Równości św. Pawła. Kieruje nim ewangelicki biskup Christopher Senyonjo. To jedyny ugandyjski duchowny, który broni ho­moseksualistów. Dokładnie dwa lata po zamor­dowaniu Davida w ogrodzie Centrum św. Pawła odbywa się msza za niego. Za mównicą jego zdję­cie z tęczową flagą. Przychodzi z 50 osób. Z Mu­kono ma przyjechać też mama Davida. Czuć emocje, bo rodzina nigdy go nie zaakceptowała. Po morderstwie mama nie dopuszczała do siebie myśli, że syn był gejem. Na pogrzebie anglikań­ski pastor Thomas Musoke wygłosił kazanie o Sodomie i Gomorze.

Teraz, podczas nabożeństwa, wielu wstaje i wspomina Davida. Że wyciągał z aresztów po­dejrzewanych o akty homoseksualne, załatwiał adwokatów, zbierał pieniądze na prawników i na łapówki dla policjantów.

– Módlmy się – intonuje Pepe Onziema. Wszyscy odmawiają ułożoną na tę okazję modli­twę: – Łaskawy i kochający Ojcze. Opłakujemy tu
stratę brata. Dniem i nocą bronił naszych praw. Panie, dodaj nam odwagi, byśmy tę walkę kon­tynuowali. Przez wzgląd na Syna Twojego, a na­szego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Mamy Davida nie ma.

Chrześcijaństwo też nie jest z Afryki

Kilka dni po nabożeństwie wróciłem do Cen­trum św. Pawła, by spotkać się z biskupem. W białym domku na ścianach wiszą plakaty: w kolorach tęczy, o równości i AIDS. To plaga w Ugandzie. W 33-milionowym kraju oficjalne statystyki mówią o ponad 2-milionowej rzeszy zakażonych HIV. Ponad 80-letni biskup Senyonjo był jednym z najpotężniejszych ugandyjskich duchownych. Kiedy zaczął bronić homoseksu­alistów, anglikański Kościół Ugandy ekskomunikował go. Nie uznał tej decyzji. Przyjmuje mnie w biskupiej purpurze. Żwawo prowadzi do biura.

– Dlaczego biskup popiera homoseksuali­stów? – pytam. Pewnie tak zaczyna większość zagranicznych dziennikarzy, bo odpowiada bez zastanowienia: – Bo jestem chrześcijaninem.

Zaraz dodaje, że sam nie jest homoseksualistą. Ma żonę, dzieci. W 2001 r. przyszli do niego mło­dzi geje. Wyrzekły się ich rodziny, wyrzucono ich ze szkół, z Kościoła. – Pytali: dlaczego Bóg stwo­rzył nas takimi? Mówi jak na kazaniu: – Słyszę, że homoseksualizm został tu przywleczony z Za­chodu. A przecież homoseksualizm nie jest euro­pejski czy amerykański. To ludzki fenomen. Bóg stworzył homoseksualistów z jakiegoś powodu. Zresztą co to za argument, że nie jest afrykański. Chrześcijaństwo też nie jest. I co z tego.

– Jeżeli uchwalą ustawę, będzie obowiązek zgłaszania gejów na policję – zauważam. Dobrotliwy głos kaznodziei zmienia się, teraz jest sta­nowczy: – Nigdy nikogo nie zgłoszę. Mogą mnie sądzić, skazywać. Mogą uchwalać prawa, jakie chcą, ale – na miłość boską – nie mogą po­wstrzymać ludzi od kochania się.

Czy Pepe łamie prawo?

Dari w wieku 23 lat został wyrzucony z domu przez rodziców i mieszka w slumsach. Jest męską prostytutką, nosicielem wirusa HIV. Fot. Agata Grzybowska
Dari w wieku 23 lat został wyrzucony z domu przez rodziców i mieszka w slumsach. Jest męską prostytutką, nosicielem wirusa HIV. Fot. Agata Grzybowska

23-letni Dari wyrzucony z domu przez rodziców mieszka w slumsach. Jest męską prostytutką i nosicielem wirusa HIV. Kampala 6 lutego 2013. Fot. Agata Grzybowska.

Julian Pepe Onziema ma krótkie loczki. W szor­tach i koszulce wygląda na licealistę. Pepe uro­dził się kobietą. Na mszy za Davida wielu gratulowało mu odwagi.

W grudniu zaproszono go do narodowej tele­wizji, do programu na żywo „Morning Breeze” („Poranna bryza”). – Miałem opowiadać o sytu­acji osób homoseksualnych i transseksualnych w Ugandzie. Rzadko dostajemy głos w mediach. Prowadzący zapewnił, że nie będzie telefonów od publiczności. Dlatego zdecydowałem się pójść – mówi Pepe. – Dałem się zwieść. Potajemnie za­prosili pastora Martina Ssempę. Musisz to zoba­czyć – radzi.

Martin Ssempa to ewangelicki kaznodzieja, jeden z największych zwolenników ustawy prze­ciw homoseksualistom. By przestrzec wiernych przed zarazą i grzechem, w swoim kościele pusz­czał im gejowskie porno.

– Czy Uganda staje się rajem dla homoseksu­alistów? – zaczyna prowadzący program. Drugie pytanie: czy Pepe, uprawiając seks ze swoją dziewczyną, łamie kodeks karny? Bo przecież zgodnie z prawem jest kobietą.

Pepe zaskoczony i zdenerwowany: – Utrzy­muję wstrzemięźliwość seksualną.

Po chwili dziennikarz ni stąd, ni zowąd te­lefonicznie połączył się z Martinem Ssempa. Ten zaczął od objaśnień, że Pepe jest kobietą z zaburzeniami, potrzeba jej psychiatry i du­chowego wsparcia. Szybko zmienił ton. Wy­krzykiwał do słuchawki: – Nie ma nic natural­nego w tym, że jeden mężczyzna wpycha geni­talia w odbyt innego mężczyzny. Nie ma nic naturalnego w sodomii. To ludobójstwo Afry­ki. Sodomia to HIV. Onziema, jeżeli założysz spodnie, to nie znaczy, że jesteś facetem. De­mon cię opętał.

Emocje w studiu są coraz większe. Dzienni­karz nie może przerwać tyrady pastora. Ssempa wciąż krzyczy: – Dlaczego nie mamy jeszcze tego antysodomistycznego aktu?! Po trzech minutach jest już w studiu. Wyciąga z torby marchewki, banany, ogórki. – Pepe, poznajesz to? – zagaja.

–  Myślisz, że jesteś mężczyzną, ale nie masz wyposażenia. Więc penetrujecie się za pomocą mar­chewki. Banany wpychacie sobie do odbytu, któ­ry nie jest do przyjmowania, lecz do wydalania – objaśnia Ssempa. I tak przez ponad godzinę.

Dzwonię do Martina Ssempy, by umówić się na spotkanie. – Homoseksualiści z BBC i CNN upokorzyli nas. Wyślij mi maila. Napisz, o co chcesz pytać. I jeszcze jakie korzyści będą z tego spotkania dla Ugandy. Jakąś umowę będziemy musieli podpisać, że nas nie upokorzysz – oświadcza pastor. Kazał dzwonić za dwa dni. Nie odebrał już telefonu.

Ma nas być tylu, ilu Chińczyków

– Mamy ogromny problem w kraju. Ludzie z Za­chodu płacą wielkie pieniądze, by rekrutować na­sze dzieci do uprawiania nienaturalnych zacho­wań. Chronię ugandyjskie dzieci i rodziny – tak poseł David Bahati w amerykańskiej telewizji tłumaczył, dlaczego napisał ustawę przeciwko homoseksualistom. Podczas kwadransa kilkana­ście razy padają słowa „promocja” i „rekrutacja”. Ale na koniec dobrotliwie przekonywał, że nie
jest zaangażowany w kampanię nienawiści, nie jest Hitlerem ani Idi Aminem [brutalny despota i prezydent Ugandy do 1979 roku].

Telefonicznie umówiłem się na spotkanie z posłem. Miałem zadzwonić za kilka dni, by uzgodnić szczegóły. Tak jak Martin Ssempa Da­vid Bahati nie odebrał już telefonu.

Na ulicach Kampali pytamy przechodniów o jego ustawę. Chętnie opowiadają o swych opi­niach. – U was, na Zachodzie, to może są prawa człowieka. Ale jeżeli ty zdecydujesz się mnie za­bić, łamiesz moje prawo. Zgadza się? – objaśnia mężczyzna w średnim wieku przedstawiający się jako dziennikarz. I nie od razu dopowiada: – Tak samo jest z homoseksualizmem. Mulya lupanka (cioty w języku luganda) łamią prawa człowieka.

Poucza, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, by były z tego dzieci. – Przez tych homusiów jest mało dzieci. A Ugandyjczyków powinno być ty­lu, ilu Chińczyków – macha ręką.

– To co zrobić z homoseksualistami, którzy już tu są?

– Pod sąd i jeżeli udowodni im się winę, to kara śmierci.

Zagajam elegancką parę, która siedzi na traw­niku przed katolicką katedrą Rubaga. Dochodzą nas chóralne śpiewy z kościoła. Peroruje tylko mężczyzna, kobieta siedzi cicho. – Ci, którzy przyciągnęli do Ugandy ten grzech, tę zarazę, mają duże pieniądze. I płacą młodym Ugandyjczykom, by byli homoseksualistami.

Odświętnie ubrany rozmówca zastrzega, że jest chrześcijaninem i nie popiera kary śmierci.

– Może jakieś leczenie – zastanawia się.

Inny młody chłopak mówi, że w Ugandzie nie ma gejów. To Rwandyjczycy tu przyjeżdżają i się prostytuują.

– Zagłada dla świata. Jako Ugandyjczyk mówię stanowcze „nie” – to mężczyzna, który spaceruje z żoną koło parlamentu. Żona nie odzywa się.

– Niektórzy zostali pewnie do tego przymuszeni. Dostają pieniądze z Zachodu, a w Afryce jest bieda – snuje podejrzenia.

Z kilku rozmówców tylko młoda kobieta po­wiedziała, że jest chrześcijanką i nie ma prawa oceniać innych, a człowiek nie może zabijać dru­giego człowieka. – To Bóg nas wszystkich osądzi – litościwie westchnęła.

– Kiedy ludzie widzą białego dziennikarza z Europy, stają się bardzo homofobiczni – twierdzi Frank Mugisha. – Mówią: „To zboczeńcy”. Bo myślą, że powinni tak powiedzieć. To słyszą od pastorów. A w tym kraju, jeśli mówi religijna oso­ba, nikt nie zadaje pytań. Wszyscy słuchają.

Politycy, duchowni i ulica mówią o tym, że Zachód płaci, by zmienić Ugandyjczyków w musiyazi, śmieciożerców. Tak w lokalnym języku lu­ganda określa się tu gejów.

O co chodzi – byłem ciekaw. O seksturystykę? Znajomi geje i lesbijki zapewniali, że w Ugandzie nie ma czegoś takiego. W lokalnej prasie też nie natrafiłem na ten problem. Bahatiemu, usłysza­łem, chodzi o finansowe wsparcie zachodnich ambasad i fundacji dla ugandyjskich nielegal­nych organizacji gejowskich. A lud powtarza to, co usłyszy w audycjach typu „Morning Breeze”.

– A jak ciebie zrekrutowali? – spytałem Sama Opio, któremu przyjaciółka Niemka pomogła za­łożyć organizację – też nielegalną – Młodych Ge­jów Ugandy. Śmieje się. – Jako dziecko mieszka­łem w buszu, 700 kilometrów od Kampali. Mia­łem 11 lat, w życiu nie widziałem białego, nie sły­szałem o homoseksualizmie, a zakochałem się w chłopcu z chaty obok

Wstyd Ugandy

Frank Mugisha ma 30 lat. Mówi, że kiedyś było z nim tak jak z tymi ludźmi zapatrzonymi w reli­gijnych liderów. Pochodzi z katolickiej rodziny. Jako czternastolatek powiedział rodzicom, że jest gejem, a oni wysłali go na terapię do księży. Księża nakazali modlić się i czytać Biblię. -I co? Czytałeś? Modliłeś się?

– Wierzyłem im, że jestem opętany – mówi.

– Myślałem: terapia jest dla mojego dobra.

Poza modlitwą i czytaniem Pisma Świętego polegała ona na tym, że Frank opowiadał o swo­ich grzesznych myślach. Grzeszna myśl i trzask – dostawał w policzek Księża wpajali mu, że homoseksualizm to HIV. Puścili film, by zobaczył, jak wyglądają umierający na AIDS.

Nic nie pomogło. W końcu rodzina odpuści­ła. Problemy wróciły, gdy Frank zaczął działać ja­ko aktywista gejowski. – Razem z Davidem po­kazałem twarz w pierwszej gejowskiej akcji w Ugandzie. To był 2007 rok

–  Zrobiliście paradę w Kampali?

–  Coś ty – kręci głową. – Zorganizowaliśmy konferencję prasową, by powiedzieć Ugandyjczykom, że w tym kraju żyją geje i lesbijki, że nie chcemy ekstra praw. Po prostu: szanujcie nas.

–  Nie zaaresztowali was?

–  Nie. Ugandyjczycy myślą, że homoseksualizm jest zakazany. A według prawa zakazane są akty homoseksualne, nie bycie gejem. Trzeba
mieć dowody – objaśnia przepisy.

Ugandyjczycy byli zszokowani. Pierwszy raz przed kamerami wystąpili geje i lesbijki, mówili o równości, tolerancji.

– Nazwali nas wstydem Ugandy. Imam powie­dział, żeby wysłać nas na bezludną wyspę, gdzie wymrzemy – przywołuje Frank. Jego zdjęcia opublikowała najpoczytniejsza gazeta „Daily Moni­tor”. Odsunęli się od niego nawet ci, którzy od dawna wiedzieli, kim jest. Nieujawnieni geje bali się z nim pokazać na ulicy. Stracił pracę w małej firmie komputerowej. Kiedy rozmawiamy, co chwila odbiera telefon. Dziś jest najbardziej rozpoznawalnym gejowskim aktywistą w Ugandzie. W 2011 roku otrzymał w USA Nagrodę Praw Człowieka im. Roberta F. Kennedy’ego. Pierwsza gejowska miniparada odbyła się w sierpniu zeszłego roku, 60 kilometrów za Kam­pala, w opustoszałym parku krajobrazowym nad Jeziorem Wiktorii. Kilkadziesiąt osób, tęczowe i  ugandyjskie flagi, transparenty „Zabijanie nas nie rozwiąże problemów”, drag queens. Frank wystąpił w przebraniu żeglarza. Policja zrobiła nalot, zatrzymała kilka osób. Pobili ich na komisariacie, a po kilku godzinach wypuścili.

Historie ludzi, których spotkaliśmy, są do sie­bie podobne. Fasie boi się powiedzieć ojcu mu­zułmaninowi, że od trzech lat żyje z Jean – tą, która startowała w wyborach Miss Ugandy – bo jest przekonana, że ojciec ją zabije.

23-letniego Dariego wygnali rodzice. Teraz mieszka w slumsach. Prostytuuje się. Jest zaka­żony wirusem HIV.

36-letni Stanley opowiadał o chłopaku, któ­rego żona wydała policji. Powiesił się.

28-letnia Joyce od czterech lat potajemnie spotyka się ze swoją dziewczyną. A rodzina co­raz natarczywiej dopytuje o męża.

Christine oddała synka byłemu mężowi. Prze­konywała mnie, że lepiej mu z ojcem, bo wycho­wa go na mężczyznę. Na koniec rozmowy, jakby na usprawiedliwienie, przyznała, że oddała syna, by eksmąż nie doniósł policji o jej homoseksualnej orientacji.

Brandt – wolontariusz w nielegalnej gejow­skiej organizacji Icebreakers Uganda – mówił, że ludzie nie mają pieniędzy na prezerwatywy, lubrykanty. Używają masła i awokado.

Transseksualna Cleo w kraju, w którym nie ma zmiany płci, ciuła na operację w Tajlandii. Od prywatnego aptekarza kupuje po zawyżonej ce­nie hormony, które on ściąga z zagranicy.

Cleo nie chce być Cezarem

Cleo, fot. Agata Grzybowska
Cleo, fot. Agata Grzybowska

Kiedy schodzę po Cleo do recepcji, ona gawę­dzi z ochroniarzem o pogodzie. W Kampali wszędzie stoją tacy strażnicy. W obszarpanych mundurach, ze starymi jednolufowymi strzel­bami, które przewieszają sobie przez ramię na sznurku. Więcej od nich jest tylko młodych chłopaków z motorami. To taksówki bodą bo­dą: najszybszy transport w zakorkowanej Kam­pali, gdzie nie ma żadnych zasad ruchu. Prze­pisy zabraniają zabierania dwóch pasażerów, nakazują jazdę w kaskach. Ale prawem żaden chłopak z boda boda się nie przejmuje. Slalo­mem omijają korowody samochodów, pędzą po dziurawych drogach. Nieraz musimy prosić: – Wolniej, wolniej.

Na mój widok Cleo uśmiecha się szeroko, jak­byśmy się znali od dawna. Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz na mszy za Davida, poznałem, że jest transseksualna. Teraz, w recepcji, wydaje się bardziej kobieca. Co prawda nie ma na sobie su­kienki, tylko spodnie i podkoszulek Nie ma pe­ruki. Ma krótkie włosy i czerwony kaszkiet. Ale ten kobiecy głos, wydatne usta. Czuję, że lekko kokietuje ochroniarza. Jest pewna siebie.

– Ta pewność – powie później – została mi po męskim internacie. Mieszkałam tam trzy lata.

Kiedy miała 14 lat, rodzice pod presją ciotek i wujków wysłali ją do męskiej szkoły z interna­tem. By stała się prawdziwym chłopcem.

– W internacie molestowali mnie, ekspery­mentowali na mnie, byłam dla innych chłopców dziwolągiem – opowiada bez emocji, jakby to do­
tyczyło kogoś innego. – Zahartowałam się. Na uniwersytecie byłam już dużo silniejsza. Nauczy­łam się grać mężczyznę.

Cleo ma 26 lat. Mężczyznę – Cezara według dokumentów – gra w pracy w Narodowym Cen­trum Rolniczo-Biotechnologicznym. Kobietą jest dla swojego heteroseksualnego chłopaka.

– Jak to możliwe, że hetero facet jest z trans­seksualna kobietą?

– Jestem na hormonach, mam piersi. Nieduże, ale zawsze. Myślał, że jestem purytanką.

W Ugandzie to normalne, że jesteś z kimś, a w łóżku wcale nie musicie iść na całość – objaśnia zawiłości Cleo. – Dopiero po dwóch latach mu powiedziałam. Odszedł. Ale wrócił po dwóch tygodniach.

Rodzice też ją w końcu zaakceptowali, choć wcześniej – przypomina – ojciec ją bił.

– Chcą, żebym wyjechała z kraju. Chodzi o moje bezpieczeństwo. Boją się też o siebie. Wstydzą się chyba mnie – uważa Cleo.

Chętnie opowiada o sobie, o samobójstwach wśród osób transseksualnych, o próbach prze­konania rządu, by zainteresował się ich proble­mami. Na koniec rzuca: – Wiesz, ten internat wcale nie był najgorszym przeżyciem.

Kilka miesięcy temu poszła do dużego szpi­tala w Kampali na szczepionkę przeciwko żółtej febrze. – Pielęgniarka w rejestracji zwróciła się do mnie „madam”. Pomyślałam: „Jaka postępowa. Wie coś o transseksualizmie”. Ale ona najpew­niej nawet nie spojrzała do dokumentów. Ód ra­zu zaniosła je do lekarza. Lekarz patrzy na for­mularz, na mnie. I mówi, że jestem oszustką, chcę wyłudzić szczepionkę brata.

–  Tłumaczyłaś mu?

–  Próbowałam. A on w kółko: „Niemożliwe. Kłamiesz. Cezar jest mężczyzną, ty jesteś kobie­tą”. Co miałam zrobić? Ściągnęłam spodnie.

Pierwszy raz widzę zdenerwowanie na twarzy Cleo. Mówi, że doktor zwołał medyków z całego piętra, żeby zobaczyli mężczyznę, który jest ko­bietą. Wtedy zdecydowała, że musi wyjechać z Ugandy. Tu nawet po zmianie płci zawsze bę­dzie Cezarem.

Bezpieczni w niedzielę

–  A chcesz iść do klubu gejowskiego? – zapytał Felix, przyjaciel Brandta z Icebreakers Uganda. Klub to nieduży bar pod strzechą. Raz w tygodniu – w niedziele – są tam imprezy gejowskie. W pozostałe dni to zwykły bar. Przed wejściem siedzi potężny ochroniarz. – Żadnych zdjęć krzywi się na widok torby ze sprzętem. W środku nie ma plakatów, tęczowych flag, czegokolwiek, co by zdradzało, co to za impreza. Ale są tłumy, głównie młodych chłopaków, w ko­lorowych kamizelkach, z pstrokatymi szalikami, w obcisłych spodniach. Swawolnie tańczą, ska­czą, obściskują się, czule dotykają, całują. Tylko co jakiś czas didżej przypomina, by uważali po wyjściu. Jakbyśmy byli w Rio de Janeiro, a nie w Ugandzie, której parlament debatuje właśnie nad ustawą „Zabić geja”.

Przyszła też Cleo. W czerwonej krótkiej, obci­słej sukience i w peruce. Widziałem jej zadowo­lenie – a może dumę? – gdy jej nie poznałem.

– Jak w Europie. Jak to możliwe, że ten klub istnieje? – dopytuję.

Cleo wzdycha: – Niedziela to dzień Boga. Ludzie siedzą w kościołach i domach. Widzia­łeś puste ulice. Tylko w niedzielę jesteśmy tu bezpieczni.

Wodzi oczami po sali: – Są bici przez ojców. Dziewczyny – żeby polubiły mężczyzn – gwałco­ne są przez kuzynów. Wyrzekły się ich rodziny, nie mają pracy, domów. Ale teraz chcą zapo­mnieć. Raz w tygodniu chcą być sobą.

Później Frank Mugłsha mówił mi, że weszliś­my do baru tylko dlatego, że ktoś zaufany nas wprowadził. No i jesteśmy muzungu, biali. Nie­znany nikomu czarny nie wszedłby ot tak, z uli­cy. – Policjanci pewnie biorą łapówki. A miliony Ugandyjczyków o tym miejscu nie wiedzą. W najgorszych koszmarach im się nie śniło, że w Kampali może być gejowski bar – zaśmiał się.

Kamery w sypialniach?

Homoseksualizm jest nielegalny w 76 krajach na świecie, w tym w 38 w Afryce. Kiedy Bahati w 2009 r. wprowadził pod obrady parlamentu ustawę przeciw homoseksualistom, kraje za­chodnie zaprotestowały. Zagroziły, że obetną po­moc finansową, od której Uganda jest uzależnio­na. Prezydent Obama nazwał ustawę „Zabić geja” ohydną. Zdystansował się od niej nawet rządzący od 27 lat krajem prezydent Yoweri Museveni, mówiac, że homoseksualizm w Afryce był od zawsze. Przezornie zaznaczył jednak, że nie powinien być jednak promowany. Nie powstrzymało to Davida Bahatiego od ponownego złożenia projektu w 2012 r., już w nowej kadencji parlamentu. W grudniu marszałek parlamentu Rebecca Kadaga obiecała Ugandyjczykom ustawę przeciwko homoseksualistom w prezencie na Boże Naro­dzenie. Ale parlamentarzyści wrócili do niej do­piero na początku lutego. Teraz ważą się jej losy. Cleo przekonuje mnie, że projekt Bahatiego to temat zastępczy, by przykryć trawiące kraj afery korupcyjne. Parlament zawsze do niego wraca, kiedy w Ugandzie wybucha jakiś skandal.

– Społeczeństwo pochłaniają emocje antygejowskie i ludzie nie drążą np., dlaczego parlamentarzyści po cichu, jednej nocy, uchwalili prawo paliwowe – podaje przykład.

– Jeżeli tylko projekt trafi pod głosowanie, to zdecydowana większość zagłosuje „za” – prorokuje Kasha Jacqueline Nabagasera, ta, która mia­ła spotkać się z Davidem Kato w Święto Wyzwolenia Ugandy. Jest szefową nielegalnej lesbijskiej organizacji Wolność i Wędrówka (Freedom and Roam).

– Ale od 2009 roku nie trafił. Może parlamentarzyści boją się jednak utraty pomocy mię­dzynarodowej? – zastanawiam się.

Kasha uważa, że nie tylko. – Bahati buduje na tym swoją karierę polityczną – przyznaje. – Ale zapędził się w kozi róg. Pojawiają się głosy: „No dobrze, uchwalimy – i co? Jak będziemy egze­kwować? Pozakładamy kamery w sypialniach, że­by mieć dowody?” Kasha twierdzi jednak, że pa­radoksalnie dzięki ustawie „Zabić geja” wiele się zmieniło na lepsze. Ludzie usłyszeli, że w Ugan­dzie są homoseksualiści. Coraz więcej gejów i les­bijek mówi o sobie rodzinom. Coraz mniej się bo­ją. Kilka lat temu nie do pomyślenia było, by kil­kadziesiąt osób przyszło na mszę za Davida, na której otwarcie mówiono o walce o prawa gejów.

– Zmienia się też nastawienie władz – uważa. Wspomina swój pierwszy kontakt sprzed kilku lat z Ugandyjską Komisją Praw Człowieka. – Je­den z wiceprzewodniczących zażartował, że je­stem lesbijką, bo nie mogę znaleźć chłopa. I że jak chcę, może przysłać do mnie swojego syna. Jest przekonana, że nowy przewodniczący czegoś ta­kiego by już nie powiedział. – To najbardziej otwarty i liberalny ugandyjski urzędnik

Tłumaczę: Nie promujcie

Przewodniczący Ugandyjskiej Komisji Praw Człowieka, odpowiednik rzecznika praw obywa­telskich, powoływany jest przez prezydenta. Kie­dy mówię jednemu z jego urzędników, o co chcę pytać, na jego twarzy widać konsternację. – Przy­kro mi. Ja nic nie powiem – ucina. – Przewodni­czącego nie ma, a tylko on rozmawia z dzienni­karzami. Będzie za kilka dni.

Kiedy wracamy, znowu poruszenie, tym ra­zem u sekretarek. W końcu jest decyzja: prze­wodniczący przyjmie nas.

–  Czy popiera pan ustawę przeciw homo­seksualistom?

–  W mojej ocenie nie jest konieczna, kodeks karny w tym zakresie jest jasny – odpowiada lek­ko zdenerwowany Med Kaggwa, szef Ugandyj­skiej Komisji Praw Człowieka.

Ale i on nie ma wątpliwości, że jeżeli pro­jekt trafi pod głosowanie, to przejdzie. Napię­cie szybko mija. Przewodniczący zapewnia nas, że spotyka się z gejami. Mówi to tak, jakby sa­mo spotykanie się było czymś niezwykłym. – Przychodzą do mnie. Raz nawet policja chcia­ła interweniować, że odbywa się promocja homoseksualizmu. Ale powiedziałem: „To konfe­rencja o prawach człowieka”. Tłumaczę gejom: „Nie promujcie, nie idźcie z tym do szkół. To nie w porządku opowiadać dzieciom o tym, co się dzieje w sypialni”.

– Zgodnie ze współczesną nauką homoseksualizm nie jest zaburzeniem, są trzy orientacje seksualne – wtrącam.

Przewodniczący ripostuje: – Nie wszyscy na­ukowcy się z tym zgadzają. I kontynuuje: – To nie Europa. Nikt u nas tego nie zaakceptuje, by w szkole dzieciom opowiadać. Mówię gejom: .Je­śli zrobicie paradę, a kodeks karny tego zabrania, będą was ścigać. Społeczeństwo was nie akcep­tuje. Po co prowokować ludzi?”.

–  A może już czas, by wykreślić homoseksu­alizm z kodeksu karnego?

–  Nie ma społecznego przyzwolenia – stwier­dza twardo. Po chwili uspokajająco i tajemniczo zapewnia: – My, obrońcy praw człowieka, jeżeli
dochodzi do dyskryminacji, powinniśmy bronić dyskryminowanych.

Pytam jeszcze o groźby Zachodu dotyczące wycofania pomocy. Na twarzy urzędnika widać poirytowanie. – Dlaczego 33 miliony Ugandyj­czyków mają być ukarane z powodu garstki ho­moseksualistów? Dlaczego?!

30 lat za geja

David Kato był pierwszym jawnym aktywistą gejowskim w Ugandzie. Jego mordercę skaza­no na 30 lat więzienia. Początkowo policja po­dawała, że motywem był rabunek. W sądzie oskarżony bronił się, że zabił, bo Kato sprowo­kował go seksualnymi propozycjami. Przyja­ciele Davida w to nie wierzą: – Zginął, bo był działaczem, zginął przez kampanię nienawiści, bo „Rolling Stone” na pierwszej stronie opubli­kował jego zdjęcie.

Msza żałobna dobiegała końca, kiedy przyby­ła mama Davida, W dodatku z jego ciotkami, sio­strami, małymi siostrzeńcami. Wszystkie kobie­ty miały na sobie odświętne kolorowe jedwabne suknie zwane gomesi. Zakłada się je na wesela i pogrzeby.

Lydia Mulumba, mama Davida, kulejąc, podeszła do mównicy. Rozejrzała się po pełnym lu­dzi ogrodzie. Mówiła powoli, zastanawiając się nad każdym słowem. – Cieszę się, że pamiętacie o moim synu. Walczył o prawa człowieka, dodawał innym odwagi. Dziękuję Bogu za to, że jesteście. Że pokazaliście mi, jak wielką pracę wyko­nał mój syn. Prośmy Boga, by jego wysiłek nie był zapomniany.

Reportaż oryginalnie ukazał się w „Dużym Formacie” dodatku do Gazety Wyborczej, 28 lutego 2013. Powyższy tekst został nominowany do nagrody dziennikarskiej Amnesty International Pióro Nadziei 2013, na najlepszy tekst prasowy o prawach człowieka.

Tekst: Wojciech Karpieszuk, Zdjęcia: Agata Grzybowska

Podobne artykuły:

Post Author: ruchlgbt